Tunia… uratowana już dwa razy… tylko po co?

Raz wyrwana od człowieka- oprawcy, który znęcał się nad osiemnastoma swoimi psami, a drugi raz wyrwana śmierci, gdy zapalenie otrzewnej spowodowało ciężką niewydolność nerek. Tak samo za pierwszym jak i za drugim razem walka była ciężka. Tu historia wszystkich psiaków:

https://www.facebook.com/events/605538496163275/

Teraz przyszedł czas, gdy Tunia już zdrowa i coraz bardziej ufająca człowiekowi odkrywa inny świat i inną rzeczywistość. Zaczyna się cieszyć, wreszcie merda ogonkiem i przytula się do mnie kiedy tylko może i… mi wtedy robi się przykro, bo wiem, że Tunia nie może u mnie zostać… ale ona o tym nie wie… Czasami cieszę się, że nie ma tej świadomości, że jest psem nikomu nie potrzebnym. Widzę tyle ufności w jej oczach, tyle nadziei… jeszcze się zdarzy czasami, że Tunia coś sobie przypomni, czegoś się wystraszy, ale wystarczy ją pogłaskać i powiedzieć do niej kilka słów a znów staje się wesoła… a ja wtedy patrzę na nią i zastanawiam się czy nie krzywdzę tego zwierzęcia. Po co ją ratowałam jak nie ma dla niej miejsca na tym świecie i nikt jej nie chce. Mieszkam w małym mieszkaniu w bloku, mam trzy swoje psy i dodatkowo staruszka Fejfola i teraz Tunię na tymczasie. Moje sunie nie akceptują Tuni i z tego powodu są ciągłe awantury między psiakami. To nie wpływa dobrze na Tunię, która często ze strachu spędza całe dnie za wersalką. Bardzo potrzebuję dla niej odpowiedzialnego, bezpłatnego domu tymczasowego (lub za niewielkie pieniążki.) Oczywiście najlepiej było by jakby znalazł się dla suni dom stały, ale wiadomo jak trudno znaleźć dobry dom dla bezdomnego psiaka… na razie nie mam śmiałości o tym marzyć. Szukam dla Tuni dobrego, świadomego ciężkiej przeszłości suni człowieka… i choćby miał być to tylko tymczas to na pewno będzie Tuni lepiej niż u mnie. Fievent.com | Kontakt | Privacy | Terms