Kaja po diagnozie w Wawie -po operacji,walka trwa dalej, …

Cześć wszystkim! Wabię się Kaja, jestem 9 letnią sunią w typie amstaffa. No właśnie… Niby rasa pożądana przez tylu ludzi. Wydaje się, że przez to ten dom będzie tym jedynym, przepełniony miłością, zaufaniem i bezpieczeństwem. Szkoda, że są to tylko zwykłe wyobrażenia, o miejscu którego tak bardzo potrzebujemy, bo niestety z realiami nie ma to nic wspólnego. Sama bardzo dobrze się o tym przekonałam. Jednak zacznę tą opowieść od początku… Miałam wspaniałą rodzinę, cudowną właścicielkę, która nigdy nie pozwoliłaby na to, aby ktoś mnie skrzywdził. Dbała o mnie, jakbym była jedyną istotą na tym świecie. Razem o siebie dbałyśmy. Zawsze byłyśmy razem, zrobiłybyśmy dla siebie wszystko. Wtedy moim jedynym marzeniem było to, żeby mojej Pani nic się nigdy złego nie przytrafiło. Nie mogłam pragnąć niczego innego, bo przecież miałam wszystko. Nie chodzi tutaj o rzeczy materialne, ponieważ nie można porównywać ich z miłością do drugiej osoby. Ona była dla mnie najważniejsza. Miałam tylko ją i chciałam, żeby tak już zostało. Niestety, los nie był taki łaskawy, do dziś zastanawiam się dlaczego… Przecież nigdy nie zrobiłam nic złego, nie zasłużyłam sobie na to, ale tak naprawdę to był tylko przedsmak tych wszystkich kolejnych wydarzeń. Moja Pani odeszła, ale nie miałam jej tego za złe. Dla niej tak było lepiej, nie cierpiała, a przecież tylko o tym marzyłam. Przez to, co się stało zostałam skazana na tułaczkę. Już nikt się mną nie interesował. Nikt o mnie już tak nie dbał, może dlatego, że nikt mnie już tak nie kochał? Byłam już naprawdę zrezygnowana i właśnie wtedy trafiłam do schroniska. Do miejsca, gdzie takich historii jak moja jest pewnie wiele, jednak ona wciąż nie miała swojego zakończenia. Pamiętam ten dzień, który miał odmienić moje życie. No i odmienił, ale czy na lepsze? Przyszli po mnie… Mąż mojej wspaniałej właścicielki. Zabrał mnie do domu. Tylko po co, skoro traktował mnie jak zbędną zabawkę, którą można rzucić, kiedy po prostu się znudzi. Minęło zaledwie kilka dni i wtedy wszystko się zaczęło. Nie robiłam nic złego, czasem nawet siedziałam całymi dniami w jednym kącie, a on i tak nie odpuszczał. Kiedy uderzył mnie po raz pierwszy szybko mu wybaczyłam. Myślałam, że bardzo tego żałuję, ale już po chwili okazało się, że mocno się przeliczyłam. Bił coraz częściej, krzyczał. On mnie chyba nienawidził, tylko dlaczego? Czy jest ktoś, kto potrafi odpowiedzieć mi na to pytanie? Dzięki ludziom, którzy nie pozwolili mu zadawać mi takiego bólu, jestem już bezpieczna,i bardzo kochana,lecz chora!!!
Fievent.com | Kontakt | Privacy | Terms