di.ARIA / D I D -koncert Muzyka (nie)potrzebna vol. 3, a …

Z radością informujemy, że koncert di.Aria jednak się odbędzie: w wyborczą niedzielę, 12.07.2020 o godz. 19.00 Oczywiście zachowujemy wszelkie zasady bezpieczeństwa – odstępy (krzesła będą odpowiednio rozstawione) oraz obowiązkowe zakrycie nosa i ust. Wstęp wolny, ale ilość miejsc ograniczona. Koncert odbędzie się w ostatni dzień wystawy Alicji Lewickiej – Martwa Natura – możecie się ukryć wśród bujnej, choć martwej roślinności… Kolejny koncert z serii Muzyka (nie)potrzebna… Muzykę w projekcie di.ARIA (obecna nazwa projektu to D I D) tworzy Hania Piosik – kompozytorka żyjąca gdzieś głęboko w polskich zachodnich lasach (di.ARIA, Lost Education / LADO ABC, JOY POP), jako opowieść pełna miejskich dźwięków zmieszanych z organicznymi reakcjami Matki Ziemi. Korzystając z nowoczesnych wtyczek, prawdziwych dźwięków natury i zapętlonych wokali, Di.Aria prezentuje oryginalną wersję językową, dzięki której rozmawia na żywo ze słuchaczami o życiu; jego urodzie i najciemniejszych zakątkach. Ostatnio zakochała się w badaniu muzyki jako klucza do poprawy komunikacji z osobami autystycznymi (np. w Izraelu – ALUT 2018) … I to być może jest największa miłość w jej życiu. W lutym 2019 ukazała się jej solowa płyta «Life Is A Ping Pong Delay» w Gusstaff Records i Don’t Sit On My Vinyl. W 2018 roku Di.Aria występowała m.in. na Festiwalu Garbicz, Spring Break Festival, na 39. PPA w Teatrze CAPITOL we Wrocławiu oraz innych letnich festiwalach w Europie. W 2018 roku Hania Piosik została zaproszona na WISP LABoratory w Lipsku, gdzie w międzynarodowej grupie dwudziestu muzyków, techników, entuzjastów sztuk wizualnych i robotyki powstał kompletny audiowizualny spektakl. Estrada i Studio: «Jeśli nie słyszeliście do tej pory jej projektu di.ARIA, to nie ma co tracić czasu, a najlepiej zobaczyć ją na żywo, bo to czysta energia i wyjątkowo charyzmatyczna postać.» Bartek Chaciński, Polifonia: «Cztery utwory, z początku w ogóle instrumentalne, brzmią, jak gdyby narodziły się z dalszego rozwoju i przetwarzania któregoś z goniących w stronę natury przedsięwzięć Lubomyra Melnyka. Oparte na gęstych pętlach – m.in. fortepianowych – nagrania, ekspresyjnie wykorzystujące efekty dźwiękowe (delaye też są) mają być jakąś uniwersalną platformą komunikacji i – z tego, co wyczytałem w towarzyszącej im nocie – formą rozmowy ze słuchaczem, bez względu na ich przygotowanie do dyskusji o muzyce eksperymentalnej czy nawet gotowość do zwykłej rozmowy (autorka interesuje się muzyką jako formą poprawiającą relacje z osobami autystycznymi). Im bliżej do końca, tym mniej jest Melnyka, a więcej z ducha Burroughsa, czyli patrona Lost Education, utwory przynoszą różne cut-upowe zabiegi, pojawiające się wreszcie wokale poddane są różnym przekształceniom, a całość przybiera nieco bardziej mroczny i surowy charakter brzmieniowy. Wszystko to razem, dobrze zaplanowane (33 min.), utrzymuje uwagę i zaskakuje do końca.»